Po kocich łbach, po głazach i schodach, odgarniając butami rozpostarte płasko żółte, zielone i czerwone liście klonów, lip, jesionów etc, dotarliśmy do „Leśnego Ogrodu”, by zakwaterować się w najwyższym miejscu Lanckorony, by móc patrzeć na nią z wyżyn podziwu i zachłyśnięcia pięknem. Za sprawą Kazimierza, ze smakiem aronii w ustach, pomaszerowaliśmy po południu na rynek tego uroczego miasteczka. Najpierw przy pełnych talerzach zup, pierogów i innych cudowności kulinarnych, podzieliliśmy się nawzajem naukami naszego patrona Józefa Tischnera, wspominając też przy okazji cudownie przeżyte chwile minionej pory roku, gdy w lipcu wszyscy razem zwiedzaliśmy Podlasie. Potem z pomocą przewodnika Zbigniewa obejrzeliśmy najciekawsze zakątki Lanckorony. Poznaliśmy długą i ciekawą historię Lanckorony, jej niezwykłe dziej, dotyczące roli miasteczka i Góry Lanckorońskiej w kampanii I wojny światowej oraz bardziej odległej w czasie konfederacji barskiej. Z przyjemnością pospacerowaliśmy po ruinach Zamku Lanckorońskiego i po Rynku Lanckorony, wokół którego wznoszą się niewielkie zabytkowe, malownicze domy. Domy jak miejsca map pamięci niepodległościowych, stare, pokryte drewnem i nostalgią, mchem i wspomnieniem przeszłych zdarzeń. Kapliczki pamięci. Miło przy nich usiąść i podumać. W dodatku w takim towarzystwie jak nasza osiemnastka, mile doświadczona długim wspólnym pobytem, jak zawsze bardzo dobrze się ze sobą czującym. Wieczorem spędziliśmy sympatyczne chwile przy lampce wina i filiżankach herbat w Cafe Pensjonat, gdzie z głośników kawiarni wydobywały się piosenki znanych małopolskich artystów, kiedyś i dzisiaj chętnie przebywających w Lanckoronie
Jak co roku jesienią spotykamy się przede wszystkim po to, aby wspominać dobre chwile letniej wycieczki, organizowanej po mistrzowsku przez naszego prezesa Kazimierza. I w sobotę wieczorem nieco zmęczeni zwiedzaniem, obejrzeliśmy przygotowaną przez Piotra ciekawą prezentację zdjęć, z jego niezapomnianymi komentarzami, choć tym razem komentatorem mógł być każdy. Skuteczna okazała się też w czasie wyprawy ukryta kamera Stasia, pokazująca wycieczkę „w ruchu”. Ponieważ każdy miał w filmach udział, więc komentarze tym razem były niepotrzebne. Wszystkie pamiątki pokazały nam nasze prawdziwie dobre i wrażliwe oblicza. Wielkie dzięki prezentatorom.
W niedzielę rano, jak wszyscy „obiecaliśmy” Kazimierzowi, zawieźliśmy go do Kalwarii Zebrzydowskiej i zaprowadziliśmy na wzgórze ukrzyżowania Pańskiego, potocznie zwane Golgotą. W skupieniu i w pątniczym nastroju modliliśmy się za naszych wspaniałych bliskich, już nieobecnych naszemu stowarzyszeniu przyjaciół, a przede wszystkim za Patrona. Po wejściu na terem Klasztoru Bernardynów udaliśmy się na mszę świętą. Choć tego nikt nie wyraził głośno, każdy modlił się i dziękował za wspólnie przeżyty czas, ten letni i ten obecny, październikowy, bo oba okresy były pełne miłości, przyjaźni i przychylności nieba oraz słonecznej, ciepłej pogody. I za tych, którzy chcieli być z nami, a nie mogli, szczególnie za Antoniego przebywającego w szpitalu. Antoni, bardzo nam brakowało Ciebie, Twoich dowcipów i nieprawdopodobnego poczucia humoru.
Na zakończenie wspólnego pobytu wróciliśmy do Lanckorony. Jeszcze raz spojrzeliśmy na cudowną aurę miasteczka, na pewien spokój mieszkających w nim ludzi, na magię zaczarowanych chwil, szczęśliwie wrośniętych w miejsca splątanych uczuć i pamięci. W Cafe Arka zjedliśmy pyszny obiad, w atmosferze przyjaznego klimatu restauracji, w której przebywali wyjątkowi ludzie, a ciepły wystrój wnętrz zachęcał do ciekawych rozmów, do zwykłej dłuższej w niej obecności i do powrotów. Na przyszłość.
Jako główny sprawca tej krótkiej wyprawy do Lanckorony serdecznie dziękuję za przyjazd i poświecony czas. Wszystkim.
Jola Księżarczyk